8 sierpnia 2015

KOLEKCJONERSKIE AUTO Z DYSKONTU

Trabant 601 już w latach 60-tych, w momencie wprowadzenia do produkcji, był konstrukcją mocno przestarzałą. Co można było o nim powiedzieć 20 lat później, czyli w latach 80-tych?  Chyba tylko zabytek na kołach, żywa skamieniałość? Mimo to na przełomie lat 80-tych i 90-tych postanowiono ożywić trupa.




W latach 1990-1991 wyprodukowano ostatnią wersję Trabanta – model 1.1. Był on wyposażony w czterosuwowy silnik od Volkswagena Polo o pojemności 1043 cm3, o mocy 29 kW (39,5 KM). Oprócz nowego silnika wprowadzono także inne zmiany – resory piórowe zamieniono na kolumny McPhersona, zbiornik paliwa został umieszczony pod bagażnikiem, przednie hamulce bębnowe zastąpiono tarczowymi. Wprowadzono też kilka zmian związanych ze stylistyką pojazdu – nowa deska rozdzielcza, inny kształt przedniej maski (teraz metalowej), nowe lampy tylne, w których zintegrowano tylne światło przeciwmgielne i cofania, nowa atrapa oraz plastikowe zderzaki. 

Doskonale pamiętam jak na samym początku lat 90-tych Trabanty 1.1 zostały sprowadzone do Polski. Zainteresowanie nimi było tak ogromne, że trzeba było mocno się „nagimnastykować”, żeby wejść w ich posiadanie. Uchodziły one prawie za Volkswagena w cenie zbliżonej do malucha. Nowy egzemplarz można było sprzedać na rynku wtórnym ze sporym zyskiem. Potem taka sytuacja powtórzyła się bodaj już tylko w przypadku Skody Felicia.

Ale historia Trabanta nie kończy się w 1991 r. Na początku lat 90-tych pewna liczba Trabantów wyeksportowana została do Turcji. Niestety turecki importer zbankrutował i sprowadzone auta, niemal zapomniane, stały kilka lat w porcie w Mersin. W 1994 roku firma Sachsenring odkryła je i przywiozła z powrotem do Niemiec. Trabanty postanowiono odświeżyć  (przypomnijmy stały 3-4 lata w porcie nad słonym morzem) i zrobić z nich produkt sentymentalno-prestiżowo-unikatowy, innymi słowy limitowaną serię 444 (od liczby egzemplarzy). Dodano złote emblematy, grawerowaną tabliczkę z imieniem i nazwiskiem właściciela, specjalną tapicerkę ze sztucznej skóry, a do tego w standardzie radiomagnetofon i katalizator. Nabywca otrzymywał jeszcze specjalny kluczyk i skórzany portfel (prawie jak u Bentleya).

Elementem promocji Trabanta „einer von 444” (czyli „jeden z 444”) był specjalnie wydany prospekt, w którym zdjęcia odwoływały się do stylistyki lat 50-tych.





Pomysł z limitowaną serią teoretycznie był dobry, mógł odnieść sukces, gdyby… nie cena auta wynosząca 19 444 DM. W 1991 r. zwykły Trabant 1.1 kosztował 6000 DM. Sprzedawca wycenił zatem siłę sentymentu na ponad 13 000 marek. Do 1996 r. sprzedano tylko około 90 egzemplarzy z limitowanej serii. Trzeba było coś zrobić z zalegającymi 350 autami. I ktoś wpadł na pomysł - pozbądźmy się problemu i sprzedajmy je po 9999 DM w sieci supermarketów Allkauf. W związku ze znaczną obniżką ceny nie trzeba było wydawać kolejnych prospektów, wystarczyła zwykła, darmowa gazetka, w której Trabant znalazł się pomiędzy bananami a piwem Trabi de Lux (wyobrażacie sobie dzisiaj, że wracacie do domu a tam na klatce schodowej leży gazetka Lidla, Biedronki lub Tesco a w niej oferta zakupu limitowanej serii malucha).

Zdjęcie z aukcji na portalu Ebay

Nie znalazłem informacji jakim powodzeniem cieszyły się Trabanty z dyskontu, ale chyba zostały sprzedane.

Z dzisiejszej perspektywy można tylko żałować, że Trabanty w porcie w Mersin nie zostały zupełnie zapomniane. Gdyby zostały odnalezione obecnie byłoby to naprawdę spektakularne znalezisko, a gdyby odświeżone trafiły na rynek byłoby jeszcze ciekawiej.  


Autorem tekstu i skanów jest Marcin Litwinowicz. Dziękuję!




4 komentarze:

  1. Przepięknie absurdalna historia! Swoją drogą, ostatnim autem sprzedawanym w supermarkecie była chyba Mitsuoka Orochi edycji Evangelion. Szkoda, że jak o niej pisałem, to nie wiedziałem, ze ma coś wspólnego z Trabantem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super historyjka, nie wiedziałem o niej. Ten prospekt też musi być sporo wart.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli chodzi o wartość prospektu to nie jest to jakiś mega unikat. W licytacjach na ebay schodzi po około 10-15 euro (ale trzeba mieć trochę cierpliwości żeby go upolować).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe, nigdy o tym nie słyszałem :)

    OdpowiedzUsuń