30 października 2015

LONSDALE SALOON & ESTATE

W powszechnej opinii panuje przekonanie, że Polak to przede wszystkim kombinator spędzający czas na obmyślaniu coraz to nowego planu jak by tu ominąć prawo i zaoszczędzić. Choćby 50 groszy ale jednak. Satysfakcja z misternie ułożonego planu, który się powiódł jest bezcenna. A te 50 groszy to tak już przy okazji. Co ciekawe opinię tę kreują sami Polacy. Ba! Polak potrafi narzekać, na to że za dużo się narzeka. I kto więcej ponarzeka ten wygrywa! Męczy mnie to. Wszędzie ludzie są tacy sami. Z tą różnicą, że nie chwalą się swoimi "osiągnięciami". Stali czytelnicy zapewne pamiętają artykuły o Skandynawach, którzy gotowi byli oferować przedziwne wersje samochodów byle by uniknąć zapłacenia podatku. Dziś poznacie podobną próbę. Z tym że Brytyjską.

Końcem lat 70-tych i w 80-tych Wielka Brytania próbowała chronić swój rynek motoryzacyjny na wszelkie sposoby. Było to chyba jedyne wyjście, by Brytyjczycy kupowali swe rodzime przestarzałe produkty, zamiast importowanych. Producenci z kontynentalnej części Europy co prawda oferowali swoje wyroby na Wyspach lecz z powodu ruchu lewostronnego (i konieczności przystosowania do niego swoich samochodów) albo oferowali ograniczoną ofertę modeli, albo auta te były nieco droższe. Ułatwione zadanie w tym względzie mieli producenci japońscy, którzy dysponowali oryginalnie już samochodami z kierownicą po prawej stronie. Gdy dodamy do tego jeszcze ich ponadprzeciętną trwałość łatwo domyślimy się, że stanowiły one duże zagrożenie dla Roverów, Morrisów i innych Triumphów. Sprawę rozwiązać miało prawo, w myśl którego import wszystkich samochodów japońskich nie mógł przekroczyć 11% całego rynku samochodów nowych. 

Colt Car Company (ówczesny importer Mitsubishi) postanowił wykorzystać globalną działalność firmy-matki i tym samym ominąć niewygodny przepis. Pomysł wydawał się genialny w swojej prostocie. Przepis obejmował samochody produkcji japońskiej, ale nikt nic nie wspominał o wyrobach australijskich. W 1982 roku wzięto więc Mitsubishi Sigma (po naszemu Galanta tylko że produkowanego w australijskim Adelaide), zmieniono kilka detali i zaoferowano Brytyjczykom pod marką Lonsdale. Tę nieco egzotyczną nazwę zaczerpnięto z nazwy przemysłowych przedmieść Adelaide, gdzie ulokowana byłą fabryka silników Mitsubishi. Sam samochód zaś wydawał się być dobrze dobranym produktem: był to znany już Brytyjczykom Galant z tym, że sprzedawany na Wyspach pod marką Colt. Mówi się, że australijski 4-cylindrowy silnik o pojemności aż 2,6-litra zamiast cylindrów miał wiaderka (ot taka ciekawostka). Ani ta wersja silnikowa, ani mniejsze (1,6 i 2,0) nie przekonały Brytyjczyków, by swe oszczędności wydawali właśnie na Lonsdale. Właściwie nie mieli też ich jak wydawać, ponieważ nie istniały zarówno sieć sprzedaży jak i serwisowa. Projekt umarł po 2 latach. Sprzedano niewielką ilość modeli YD41 i YD42 (znanych też jako Saloon i Estate), a to co zalegało na placu importera wyprzedawano przez następne lata znów pod marką Colt...

Prospekty Lonsdale do kolekcji autoArchiwum trafiły właściwie przez przypadek. Coś kiedyś mnie podkusiło, żeby przejrzeć mało popularną kategorię na brytyjskim Ebayu. Tam moją uwagę przyciągnęła aukcja nieznanej mi dotychczas marki. Dwa prospekty w okazyjnej, wręcz symbolicznej, cenie, przesyłka też niezbyt droga, więc po co się dalej zastanawiać? Są to chyba jedyne wydania prospektów tej marki. Data druku obu prospektów to rok 1983. Popatrzmy zatem:








Lonsdale to australijski wóz. Znany na Antypodach też jako Chrysler Sigma







7 komentarzy:

  1. Mam pytanie: czy to cudeńko miało w opcji klimatyzację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nie doszukałem się...

      Tu są w oryginalnej rozdzielczości 2 zdjęcia z prospektu:
      WEWNĄTRZ
      WYPOSAŻENIE I DANE TECHN.

      Usuń
    2. Trochę kiepska jakość, ale nie mam akurat skanów pod ręką...

      Usuń
  2. Byli Finowie z vanami, teraz Brytyjczycy z Galantami, czas na polskie prospekty aut z kratką. Czego człowiek nie wymyśli w celu obejścia durnych przepisów.

    OdpowiedzUsuń
  3. AutoArchiwum uczy - do dzisiaj pojęcia nie miałem o istnieniu takiej wersji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki - tak jak myślałem, klimę zatrzymali sobie na rynek wewnętrzny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ot ciekawostka.
    Miałem takiego Galanta 2.3TD i nie wiedziałem, że to był prawie LONSDALE.

    OdpowiedzUsuń